Gdzie się podziewam?

Jak pewnie zauważyliście, na blogu od początku tego roku praktycznie nic się nie dzieje 😦 Oczywiście nie znaczy to że przestałem kręcić na rowerze 🙂 Blog został zaniedbany z bardzo prostego prozaicznego powodu, stwierdziłem, że nie mam czasu na zajmowanie się wszystkimi mediami społecznościowymi, a gdzie czas na rower? 😉 Brak nowych wpisów nie oznacza też tego, że zamknę blog. Na szczęście utrzymanie domeny nic mnie nie kosztuje, więc stronka będzie żyć swoim życiem.

Nowe wpisy jeśli się pojawią, to pojawią się gdy będzie naprawdę o czym pisać. Dla tego też dla wszystkich zainteresowanych moimi tripami odsyłam do śledzenia mnie w mediach społecznościowych:

https://www.facebook.com/rowerowerozterki/
https://www.instagram.com/rowerowe_rozterki

oraz na:

Stravie i Endomondo

Do zobaczenia na trasie !!


Reklamy

Podsumowanie 2017 roku

Nie da się ukryć, że mijający 2017 rok był pod znakiem szosy. Na liczniku 4553 km z czego 3660 km przejechane na mojej Rysce. O całkowitej dominacji kolarstwa szosowego w tym roku pisałem już w tym poście. Wiele nie zrealizowanych celów rowerowych ale jakoś strasznego doła z tego powodu nie mam. Wracając do podsumowania tego sezonu, poza grudniem nie było miesiąca bez pedałowania. Grudzień po części ze względu na choróbska po części z świadomego wyboru był detoksem od roweru.

Nowy rok przywitałem na górze św. Anny. W styczniu zorganizowaliśmy z Łukaszem już chyba nasze tradycyjne zimowe ognisko na rowerach. Tym razem kiełbaski smażyliśmy w wylocie nieczynnego tunelu kolejowego w Ogorzelcu. Pierwszy raz w 2017r. na mój ulubiony Okraj wybrałem się już w lutym. Pierwsze dziewicze 100km na szosówce zrobione już w marcu i to w naprawdę malowniczo położonym miejscu. Jeden z ważniejszych tegorocznych celów rowerowych, ponad 200km na siodełku i walka z sporym wiatrem i samym sobą. Wizyta u naszych zachodnich sąsiadów i zakupy 🙂 Kwiecień głównie na szosie z małym wyjątkiem na Wielkanocne kręcenie z Łukaszem. Również w tym miesiącu zostałem mocno sponiewierany przez Przełęcz Rędzińską. W maju zrealizowałem swój najważniejszy cel rowerowy i spełniło się jedno z moich rowerowych marzeń. To dzięki tej jednej wycieczce poczułem się w tym roku spełniony na rowerze. Wyprawa nad nasz kochany Bałtyk to jak na razie moja życiowa wyprawa! Dowiedziałem się sporo o sobie, swoich słabościach i możliwościach mojego organizmu. Taka dwu dniowa wycieczka to naprawdę spore wyzwanie ale jego realizacja dała mi naprawdę ogromny zastrzyk endorfin. W maju również moja córeczka w końcu zaskoczyła i zaczęła śmigać samodzielnie na 2 kółkach. Udało mi się także zdobyć Wielką Sowę pomimo naprawdę złego samopoczucia. Walczyłem również z podjazdem na Przełęcz Karkonoską a w nagrodę czekał na mnie wspaniały zjazd po Czeskiej stronie. Lipiec był miesiącem poszukiwań pięknych widoków, razem z Łukaszem, zdobyliśmy Szrenicę a pod koniec miesiąca Twierdzę Srebrnogórską. Okres wakacyjny to wycieczki w bardziej lub mniej znane miejsca. Trochę u naszych sąsiadów trochę po najbliższej okolicy. Najbardziej intensywny okres w sezonie miałem już za sobą. W rocznicę pierwszego tripu na szosie wybrałem się do Karpacza. Towarzyszyła mi naprawdę piękna jesienna pogoda i była to ostatnia tak długa wycieczka w tym roku. W listopadzie ostatni raz wdrapałem się w towarzystwie Łukasza i jego nowej dziewczyny na Przełęcz Okraj. Resztę niech dopowiedzą zdjęcia poniżej …

Wszystkim niepoprawnym politycznie, pedałującym, życzę spełnienia tych rowerowych i nie tylko marzeń. Realizacji najbardziej szalonych wypraw rowerowych i szczęścia w życiu osobistym!!

sensa romagna bikes sensa romagna bikes sensa romagna bikes sensa romagna bikes sensa romagna bikes sensa romagna bikes sensa romagna bikes sensa romagna bikes

Rok na szosie. Dominacja kolarstwa szosowego?

Dokładnie rok temu po raz pierwszy wsiadłem na rower szosowy. Wiedziałem, że kolarstwo szosowe wciąga, że przy takim rowerze jest zawsze chęć na „szybciej” i „więcej” ale nie sądziłem, że kolarzówka tak mocno zdominuje moje rowerowe życie. Kolarstwo górskie zostało praktycznie zepchnięte do marginesu, nie wiem czy ten trend utrzyma się również w przyszłym sezonie, ale nie ma co ukrywać, szosa wciąga. Aktualnie moja Sensa Romagna ma przejechane ponad 3700km a na MTB zrobiłem niecałe 1000km w tym roku. Liczby mówią same za siebie…

Początki na szosie były trudne. Nowa pozycja, dużo lżejszy rower a w połączeniu z moją dość niską wagą muszę naprawdę uważać przy mocniejszym wietrze. Udało mi się jednak szybko przystosować i maksymalnie wkręcić w nowy rodzaj kolarstwa. Wiele osób uważa iż jazda na szosówce jest prostsza, łatwiejsza i lżejsza. Nic jednak bardziej mylnego! Szosa wymaga o wiele więcej samodyscypliny i szybko weryfikuje jaką naprawdę posiadamy kondycję. Górki które pokonywaliśmy bez trudności na MTB, na szosie stają się całkiem nowym wyzwaniem. Wszyscy Ci którzy jeździli na MTB i zaczęli jeździć na szosie wiedzą o czym mówię a całej reszcie polecam to sprawdzić na własnej skórze (łydach).

Teraz już wychodząc na rower patrzę czy pogoda nadaję się na szosę… takie zboczenie 😉 To jest chyba jedyny minus kolarstwa tego rodzaju. Nie w każdych warunkach atmosferycznych da się jeździć. Wiadomo, jak ktoś się uprze to wszystko można, ale żeby czerpać 100% satysfakcji i przyjemności z tego sportu pogoda musi być co najmniej „sensowna”.

Czy polecam kolarstwo szosowe? Jak najbardziej! Jednak w moim przypadku dobrze, że mam alternatywę w postaci MTB, gdyż uwielbiam również „poszlajać” się po bezdrożach a zimowe wycieczki w temperaturach mocno poniżej kreski i po białym puchu nie wchodzą zupełnie w grę na szosówce.

Oto skrócona historia mojej rocznej przygody z szosą ujęta w kadrze. Więcej zdjęć znajdziecie na Facebooku, Instagramie i oczywiście blogu 🙂

sensa romagna bikes sensa romagna bikes sensa romagna bikes sensa romagna bikes sensa romagna bikes sensa romagna bikes sensa romagna bikes sensa romagna bikes sensa romagna bikes sensa romagna bikes sensa romagna bikes

Przełęcz Okraj nocą. Nowy czas wjazdu.

Przełęcz Okraj (1046 m n.p.m.) to moja ulubiona górka treningowa. Wspinam się tu bardzo często lecz dopiero pierwszy raz w tym roku po zachodzie słońca. Nie miałem zamiaru jechać „na czas” ale nogi same niosły i okazało się, ze udało mi się pobić swój poprzedni rekord czasu wjazdu. Dziś dotarcie na sam szczyt od domu zajęło mi 1:02:44 co jest wynikiem lepszym o ponad 3 minuty od poprzedniego z 11 maja. Nie wiem czy to wzrost kondycji, czy sprzyjające warunki. Bo muszę przyznać, że wspinaczka po zmroku wydaje mi się dużo mniej obciążająca nie tylko dla ciała (mniejsze temperatury) ale i dla psychiki. Tak naprawdę widzimy tylko tyle drogi ile jest w stanie oświetlić nam lampka i nie mamy tego uczucia i myśli kłębiących się w głowie, typu „Jejciu, ale jeszcze daleko!” Jedziemy tam gdzie ogarnia drogę wzrok. Wy też tak macie? 🤔

Na górze zatrzymałem się jeszcze na chwilę przy Schronisku PTTK „Na przełęczy Okraj”. Zjazd w ciemnościach, pomimo oświetlenia ostrożny. Niestety każde niekontrolowane wjechanie w dziurę (a jest ich na drodze sporo) lub w piach, może skończyć się porządnym szlifem a przecież szkoda roweru! 🤪 W drodze powrotnej widziałem za barierkami kilka razy wpatrujące się we mnie błyszczące ślepia dzikich zwierzaków 🦉
Lubicie nocne przejażdżki? Dajcie znać!


  • Data wyjazdu: 08.08.2017
  • Dystans: 41,9 km
  • Czas przejazdu: 1g:43m:11s

sensa bikes romagna przełęcz okraj sensa bikes romagna przełęcz okraj sensa bikes romagna przełęcz okraj

Twierdza w Srebrnej Górze – Twierdza Srebrnogórska

Dzisiejszą wycieczkę planował Łukasz, przynajmniej jeśli chodzi o jej cel i pierwszą część podróży.  Twierdza Srebrnogórska została wzniesiona nad miejscowością Srebrna Góra w latach 1765-1777. Jest to najwyżej położona twierdza w Europie. I fakt, dotarcie tu kosztowało nas sporo wysiłku i potu. Wyruszamy z Kamiennej Góry wczesnym rankiem. Pierwsza część trasy to kilka sporych podjazdów i zjazdów przez Unisław Śląski, Rybnicę Leśną i Głuszycę aż do Nowej Rudy. Tu utrudnienia w ruchu wyprowadzają nas w pole i mylimy się na jednym z skrzyżowań. Na szczęście szybko orientujemy się, że jedziemy w złym kierunku. Z Nowej Rudy do Srebrnej Góry droga strasznie się nam ślimaczy. W dodatku zaczyna robić się coraz bardziej gorąco. Na zegarku godzina 10 a my pokonujemy ostatnie serpentyny i wjeżdżamy pod bramę Twierdzy. Nareszcie zasłużona dłuższa przerwa śniadanie i kawę.

Jadąc w tę stronę dyskutowaliśmy nad trasą powrotną. Zaproponowałem przejazd przez Czechy i tak też zrobiliśmy. Najpierw jednak musieliśmy wrócić do Nowej Rudy gdzie w pierwszym napotkanym markecie uzupełniliśmy zapasy prowiantu. Teraz trzymaliśmy się kierunku na Tłumaczów, gdzie przekroczyliśmy granicę Polsko-Czeską. Wielokrotnie wspominałem już, że wjeżdżając do naszych sąsiadów wszystko odmienia się na lepsze jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki. Nawet połatane dziury w asfalcie nie denerwują. Do samego przejścia granicznego w Golińsku jechało się nam bardzo przyjemnie pomimo przejechanych już ponad 100 kilometrach. Trochę zmęczeni drogą i rosnącą temperaturą ale zadowoleni z  dzisiejszej wycieczki dotarliśmy do Kamiennej Góry przed godziną 15-tą.


  • Data wyjazdu: 29.07.2017
  • Dystans: 139,8 km
  • Czas przejazdu: 6g:42m:23s

sensa romagna bikes sensa romagna bikes sensa romagna bikes sensa romagna bikes

Cała Szrenica we mgle.

Pobudka po 4 nad ranem po to, żeby szybko wstać i jak najszybciej dotrzeć do Szklarskiej Poręby. To tu zacznę dzisiejszą wspinaczkę na Szrenicę (1362 m n.p.m.). Co roku odbywają się dwie edycje wyścigów MTB na ten szczyt. Dziś jednak ja i Łukasz mamy w planach dotrzeć w to naprawdę trudno dostępne miejsce w nieco mniej oficjalny sposób 😉 (oczywiście nie polecamy tego nikomu z wiadomych przyczyn). Wyruszamy z Szosy czeskiej by po około 2 km spokojnej jazdy po szutrze dotrzeć do Wodospadu Kamieńczyka. Tak naprawdę dopiero od tego miejsca rozpoczyna się morderczy podjazd na Szrenicę. Początkowa część trasy jest dla mnie nie do pokonania na rowerze, dla tego chowając honor do kieszeni pcham rower na dużym odcinku tej trasy. Dopiero gdy kończą się ostre, brukowe kamienie i zaczyna droga z równo ułożonych płyt/kostek mogę zacząć spokojnie kręcić pomimo dużego nachylenia terenu. Takim sposobem udaje mi się w miarę bezboleśnie dojechać do Schroniska PTTK „Na Hali Szrenickiej” by dalej ruszyć w kierunku głównego celu dzisiejszej wyprawy. Ostatni kilometr daje mi naprawdę w kość, ale udaje mi się dotrzeć do samego Schroniska Na Szrenicy na dwóch kółkach 🙂 Tu robimy sobie dłuższą przerwę na śniadanie i jedno czeskie piwko na spółkę 🙂 Jadąc tu mieliśmy nadzieję, że napstrykamy wiele „epickich” fotek. Niestety pogoda popsuła nasze plany i cała Szrenica przykryta była mgłą (chmurami?) tak więc z widowiskowych fotek nici. W związku z tym, że dojechaliśmy tu w trójkę, znajomy Łukasza zaproponował nam zjazd do Jakuszyc zielonym szlakiem. Trasa ta okazała się naprawdę kiepska jeśli chodzi o jazdę rowerem. Co chwila drewniane kładki, wystające kamulce i głębokie błoto doprowadziło do tego, że sporą część drogi musieliśmy prowadzić nasze maszyny. Ponadto dwa razy zaliczyłem glebę i trochę obolały zjechałem do Jakuszyc. Ostatni fragment dzisiejszej wycieczki to zjazd szutrową a później asfaltową drogą prowadzącą wzdłuż linii kolejowej po której kursuje Kolej Izerska. W końcu wróciliśmy do miejscówki z której rozpoczęliśmy dzisiejszą przygodę 🙂 Trochę poobijany ale szczęśliwy, że udało się zrealizować kolejny tegoroczny cel rowerowy, wróciłem do domu. Jutro chyba przerwa od rowerka, trzeba dać odpocząć obitej du…. i kolanom.


  • Data wyjazdu: 08.07.2017
  • Dystans: 19,36 km
  • Czas przejazdu: 2g:09m:09s

Zjazd przez Czechy z Przełęczy Okraj

Czerwiec nie rozpieszczał nas pogodą. Pierwszy dzień lipca też zapowiada się w kratkę, dla tego pobudka skoro świt i na rower! Dziś kolejny podjazd na Przełęcz Okraj. Na dworze pomimo słońca mocno wietrzenie. Zapobiegawczo w plecaku spakowana kurta przeciw deszczowa. Dobrze, że o niej pomyślałem, bo nie wyobrażam sobie zjazdu czeską stroną w samym trykocie kolarskim. Od strony Małej Upy zawsze jest zimniej i wietrzniej a dziś wiatr szalał dosyć mocno. W połowie drogi do Trutnova dodatkowo dopadł mnie deszcz. Na szczęście wypogodziło się w miarę szybko, albo po prostu wyjechałem spod chmurki i resztę drogi do domu pokonałem suchy.


  • Data wyjazdu: 01.07.2017
  • Dystans: 82,4 km
  • Czas przejazdu: 3g:16m:37s

rower szosa sensa romagna bikes przełęcz okraj rower szosa sensa romagna bikes przełęcz okraj rower szosa sensa romagna bikes przełęcz okraj rower szosa sensa romagna bikes przełęcz okraj rower szosa sensa romagna bikes przełęcz okraj